Wśród ulicznych latarń przemierzam świat wraz z Czarnym. Cieszę się, że nie muszę podróżować sama. To on dźwiga wszystkie nasze wspólne toboły. Ja jedynie niosę plecak z komórką i walkmanem w środku. Czarnego przygniatają spiwory, jakieś garnce, co tłuką bez opamiętania.
- Chcąc wyruszyć w tą twoja podróż powinniśmy przestać żyć jak królowie - mówi.
- Ale my wcale nie żyjemy jak królowie! Królowie nie biora stopów!
- A my bierzemy?
- Teraz juz tak - podnoszę nogawke moich czarnych dzwonów aż do oporu, by odsłonic kolano. Wymachuje kciukiem uśmiechając się zalotnie. Zatrzymije się jedno auto. Srebrne, jakieś takie cherlawe...
- Państwo dokąd? - pyta kierowca. Wygląda jak skrzyżowanie jakiegoś alfonsa z Hitlerem. Przedziałek na boku, ugładzony żelem, okulary w czarnej, grubej oprawie, kołnierz postawiony wokól szyi i ten dręczący sygnet!
- Aaa przed siebie! - mówię z wymuszonym usmiecchem, takim usmiechem a'la dziwka. Tak, to był uśmiech znudzonej życiem dziwki. Fagas z auta spojrzał przeze mnie na Czarnego:
- Ty, młody, chyba też wsiadasz, nie?
- Tak, tak, ja z tą panią
- To wsiadajcie. jak będziecie chcieli, by was wysadzić, to mówcie głośno.
Wsiadając do auta uświadamiam sobie, że właśnie teraz otwieram następny rozdział mojego życia...
- To ile macie lat? - kierowca chce nawiązać rozmowę.
- Ja mam 17, a Czarny 21.
- Siedemnastolatka sama z partnerem w tak ciemną noc? I jadą w nieznane... Ucieczzka?
- Nie... Albo tak! Sama nie wiem jak to nazwać... Może... legalna ucieczka przed tym, co nas boli.
- Ucieczka legalna? - zdziwił sie Hitler - A na czym ona plega? -Ustawił lusterko tak, by widzieć moje oczy siedzące na tylnym siedzeniu.
- Ach... Woli pan nie wiedzieć. Ona zawsze coś wymyśla. Uwierzy pan, że ostatnimi czasy wymyśliła sobie nos, co wwąchuje się w nią i zaczęła rozróżniać złe milczenie od dobrego? - mówi Czarny.
- No, to chyba dobrze. Świadczy to o jej wyobraźni - kwituje ostro, po czym znów zaczyna wypytywać o legalna ucieczkę.
- Legalna ucieczka, to takie coś, dzięki czemu różowieje ci twarz i nikną te okropne fioletowe plamy pod oczami.
- Sińce? -pyta Hitler
- Nazwijmy to i tak...
- Ależ Mira! Co go obchodzą twoje sińce pod oczami?? - Czarek jest chyba zły na ten caly pomysł ze stopem. On chciał autobusem...
- Mira? A cóż to za niespotykane imię? -pyta fagas.
- Od Mirabelli. Jak byłam malutka to wołali na mnie Mirabelka. Czarny mnie nazywa po prostu Mirą - nie uśmiecham się już jak tania dziwka, raczej uśmiecham się teraz poprzez respekt.
- A Czarny to kto?
- To jest mój towarzysz legalnej ucieczki, siedzi koło mnie właśnie. Na imię ma Czarek...
- Dlaczego ty tak dużo gadasz? uspokójże się , bo go zamęczysz tą gadką na śmierć - szepce Czarny w ucho.
- Czarek, to jest Hitler. Jego trzeba czymś zająć, aby nie zorientował się, że my już wiemy...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz