Co to za kuchnia, skoro brak w niej rzeczy ważnej, ważniejszej niż wszystko?
Dajcie mi kosz na śmieci, w którym się zmieści cała rzeczywistość...
środa, 9 grudnia 2009
poniedziałek, 7 grudnia 2009
12.07
Przyjęłam zaproszenie do zabawy. Nie wiem w sumie po co. On nie jest zły. Ale ja jestem zła! I idę w tą zabawę. I brnę w to dalej. Bez przyszłości, bez zabawy, bez entuzjazmu, bez szczęścia w sercu. On mi to zawsze robi. Oddala się, po czym rzuca ochłap, by mnie zatrzymać, bym biegła za nim, bym stała u jego nogi wierna jak pies. Co to za przyjaźń, w której jedno goni drugie, podczas gdy drugie notorycznie ucieka? I tak było nawet jak żyliśmy ze sobą, jak żyliśmy obok siebie. Za rękę. Tak wyglądał cały zasrany rok. A ja nadal chcę się bawić w jego gry. Nadal bawi mnie warowanie przy nim. Cierpliwość się kiedyś kończy, mówią. A kiedy mnie się skończy? A kiedy ja zacznę uciekać przed nim? "Gdzie jesteś?" - pytam go. On mi odpowiada, że to by było za łatwo. Mam go szukać nad wodą skąpaną w słońcu, gdzie piraci znajdują swoje jednonocne miłości. "Coś więcej?" - spytałam SMSem, on odpisał, że dowiem się w swoim czasie. Mam czekać. Cierpliwości, napisał. Gdyby on tylko wiedział, ile mam tej cierpliwości...
11.07
"Pobawimy się. Szukaj mnie wśród pól, wśród łąk, wśród drzew. Nie jestem już zły. Baw się ze mną w chowanego. W kochanego chowanego. Jestem cały czas przy Tobie tylko, że uciekam. I będę uciekać, dopóki mnie nie znajdziesz. Pobaw się ze mną w chowanego. Czarny."
Subskrybuj:
Posty (Atom)