poniedziałek, 7 grudnia 2009

12.07

Przyjęłam zaproszenie do zabawy. Nie wiem w sumie po co. On nie jest zły. Ale ja jestem zła! I idę w tą zabawę. I brnę w to dalej. Bez przyszłości, bez zabawy, bez entuzjazmu, bez szczęścia w sercu. On mi to zawsze robi. Oddala się, po czym rzuca ochłap, by mnie zatrzymać, bym biegła za nim, bym stała u jego nogi wierna jak pies. Co to za przyjaźń, w której jedno goni drugie, podczas gdy drugie notorycznie ucieka? I tak było nawet jak żyliśmy ze sobą, jak żyliśmy obok siebie. Za rękę. Tak wyglądał cały zasrany rok. A ja nadal chcę się bawić w jego gry. Nadal bawi mnie warowanie przy nim. Cierpliwość się kiedyś kończy, mówią. A kiedy mnie się skończy? A kiedy ja zacznę uciekać przed nim? "Gdzie jesteś?" - pytam go. On mi odpowiada, że to by było za łatwo. Mam go szukać nad wodą skąpaną w słońcu, gdzie piraci znajdują swoje jednonocne miłości. "Coś więcej?" - spytałam SMSem, on odpisał, że dowiem się w swoim czasie. Mam czekać. Cierpliwości, napisał. Gdyby on tylko wiedział, ile mam tej cierpliwości...

Brak komentarzy: