środa, 4 listopada 2009

19.06

- Chuchnij.
- Ale mamusiu, matuleńko, mameczko, matulu...
- Znów cos brałaś?
- Nawet gdybym brała, to nie wyczujesz tego w moim oddechu.
- Co sie z toba dzieje? Przychodzisz do domu na wpół przytomna i prawisz mi kazania!- patrzę na matkę z lekkim obrzydzeniem. Jej zdechła trwała krąży wokół niej jak orbita wokół słońca. Słońcem miałaby być jej twarz, ale ta twarz wcale nie jest promienista. Przypomina raczej jakiś nadgryziony owoc. Czarne oczy zrobiły się jakieś mętne i bez wyrazu. Jak robaki, które mają za chwilę umrzeć... Obumierała cała ona: zwisające piersi, koścista, blada twarz - dziwny stwór. Potwór, monstrum. Mamo, czy to ty?
- Mamo? -mówię - mamo? -pytam dla pewności, ona spogląda na mnie spode łba - pożyczysz mi parę złotych?
- Tak, kochana córeczka. Przecudna córeczka. Przychodzi do mamy jak tylko czegoś chce - mama syczy ze złości, pociąga nosem, po czym wyciera nos w rękaw - muszę iść sobie zapalić.
Wyszła zostawiając mnie samą w tym przebrzydłym pokoju, w którym niegdys się więziłam. Kanapa, telewizor, kwiatek doniczkowy w kącie. I to wszystko. Cały mój raj. Zacisze domowe. Domowe ognisko. Domowe przedszkole.
- Masz. - wróciła - Masz i odejdź! Już dostałaś to, czego chciałaś, więc idź i znóow się nie pokazuj z tydzień, lub dwa. Masz moją zgodę. Idź...
- Ale..
- Idź! -przerwała wpół zdania - Tak jak ojciec wyjdź z domu i nie wracaj. Wszyscy moi bliscy tak zrobili, możesz i ty.
- Nie porównuj mnie do ojca! To skończony dureń! I ja też! Wszyscy troje jesteśmy skretyniałymi durniami! -krzyczę. Matka stoi w milczeniu. To znaczy, że już się ze mną pożegnała. Tak jak z całym światem zresztą...

Brak komentarzy: